i znowu kłamię
mówię "jest" chociaż wcale Tego nie widzę. uśmiecham się, ale myślami otwieram sobie okna i drzwi i wszystko byleby bliżej było do ucieczki. dusza wycieka mi i coraz bardziej oddala się od tego czego potrzeba mi najbardziejdziej. serce truchleje i ani drgnie, i ani nawet marnego kroku... zamyka się i zanurza w swojej ciszy, jak w wodzie.
a ja tyle mówię i mówię ... i nadal nic ważnego.
uśmiechasz się tylko i wiesz, że zaraz będzie koniec. bo tak się nie da. bo nie da się po prostu tego zatrzymać. sama muszę.
nie umiem... może jednak mógłbyś mi trochę pomóc?
tak bardzo się boję









