środa, 29 kwietnia 2009

Ruda Księżniczka







mieszka w niej światło
i myśli niespokojne
niebo uchyla i gwiazdy ściąga
przypina je do niebieskiej sukienki
i tańczy
czasem
w szarlotce miesza cynamon z miłością
i czeka
i czekaniem wypełnia powietrze
na co?
myślę, że na szczęście


sobota, 25 kwietnia 2009

jak AUTO - to tylko czerwone, jak PORTRET to tylko w sukience


to tylko ja

bo tak egoistycznie
czasami zauważam,
że też

jestem




piątek, 24 kwietnia 2009

(wy)PALENIE MYŚLI





czasem nie pozostaje nic innego jak puścić z dymem to co zalega na sercu
i drżazgą się kładzie
i cieniem

a to światła tak bardzo człowiek szuka w sobie
a tu tylko cisza i półmrok
i przestrach wtedy taki rośnie
...
bo ciszę śmiechem trzeba zapełnić
i pólmrok rozgarnąć rękoma
jak powietrze

bo siłę jak dzieci czerpiemy z miłości
bo tylko tyle mamy i tylko tyle po nas zostaje
...
więc puszczam z dymem troskę za troską
i rękoma brodzę
w codziennym strachu i niepewności
bo to ciągle dla mnie jak ...
powietrze

i tak bardzo szukam światła i siły
i ciągle
jak dziecko

miłości

środa, 22 kwietnia 2009

znika(NIE)!!!




tyle światła ruchu i koloru

a ja czuję się jakby mnie to nie dotyczyło

czuję się jak we śnie w którym niby wszystko widzę,

ale nic nie ma sensu

np. żadna ławka nie ma sensu

jeśli nie siedzisz na niej gryząc mnie w ucho

tęsknię, ot co!



piątek, 17 kwietnia 2009

PATRZE(nie)




czekam, aż na mnie spojrzysz
aż zobaczysz, że jestem

ale ty nie patrzysz
wiec nie widzisz
rozumiem
patrzenie na mnie było by patrzeniem wstecz
a ty musisz patrzeć przed siebie
do przodu
do przodu
inaczej się rozbijesz
i wtedy oboje będziemy
rozsypani na kawałeczki


czwartek, 16 kwietnia 2009

ODBIJA(my) SIĘ !!!





czasami jest jakoś tak, że

dopiero kiedy dobrze ci się przyjrzę widzę siebie

więc od tego jesteś?

to dobrze

...

środa, 15 kwietnia 2009

ŚWIĘTO-GRANIE







możemy uciekać, udawać,
nie przysyłać pocztówek z wakacji i nie dzwonić do siebie
możemy zapominać o swoich imieninach
i w natłoku pilnych rzeczy do zrobienia na teraz
możemy myśleć, że liczy się tyle innych spraw
i ludzi, których potem nagle w naszym życiu
nie ma
i nie pozostaje po nich nawet pyłek
...
a potem siadamy na przeciw siebie
i po prostu
wiemy

wszystko
co najważniejsze

piątek, 10 kwietnia 2009

czwartek, 9 kwietnia 2009

(wy)BIEG CZASU



tykanie zegara jest bezlitosne. Zegar nie mówi "przed tobą jest wszystko", tylko "mi-jam, mi-jam bezpowrotnie". Popędza mnie i pogania, przypomina to, o czym ciągle próbuję zapomnieć. Przełykam ślinę i czuję się jak w klatce. Bo niby wszystko w moich rękach, a ja ciągle tego nie biorę. Odsuwam od siebie i uciekam. A on mnie goni i goni i ciągle powtarza to swoje "mijam, mijam bezpowrotnie". I znam go już na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie kłamie - bo bezwzględny z niego sukinsyn.
Ale póki tak biegnie, to chyba na nic jeszcze nie jest "za późno". Więc chyba ciągle mogę wierzyć i ciągle mogę to zrobić.
I kiedyś na pewno to zrobię, a ty bedziesz wiedział, że tym razem nie oszukuję.
Uwierzysz mi i ja uwierzę sobie.
Stanę przed tobą odważnie - bez sukienki,
a ty będziesz moją "bezsukienką" zachwycony.
I to "kiedyś..." niech będzie jak najszybciej!
bo zadręczy mnie
ten zegar
ten czas
ten sukinsyn

FREUD (koń)CZY SEN?




miałam sen w którym od początku do końca, robiłam dokładnie to co powinnam.
Dokładnie odwrotnie niż w życiu, niestety.
W tym śnie byłam na jakiejś polanie na której stała scena i miał być zaraz jakiś koncert.
Ja zrywałam jabłka (bo rosły tam jabłonki?!), a polana zapełniała się samymi znajomymi ludźmi.
I potem przychodzisz ty. Przytulasz mnie i całujesz.
Moi znajomi są zdziwieni i pytają "Kto to?!", a ja nie wydostając się z Twoich objęć mówię :
"To mój chłopak, nie wiedzieliście?!"
Śmiejemy się i idziemy na pociąg Intercity - do Krakowa na pewno. W przedziale wyciągasz laptopa i zaczynasz pracować. Ja cały czas przytulam się do Ciebie i pytam:
"Mówiłam Ci już, że jesteś zajebisty? A cudowny? A taki męski i przystojny, że nie mogę przestać na Ciebie patrzeć?" Ty śmiejesz się i po każdym pytaniu odpowiadasz:
"Nie, tego jeszcze mi nie mówiłaś" i jesteś bardzo zadowolony.
Potem pociąg zatrzymuje się na stacji (Zielona Góra chyba), a ja biegnę do innego przedziału, czy nawet wagonu żeby wytaszczyć stamtąd wielką walizkę i oddać ja mamie, która miała czekać na peronie.
Ale jej tam wcale nie ma, tylko stoi daleko, pali papierosa i wcale nie patrzy w moją stronę.
Wysiadam wściekła, bo pociąg ma zaraz ruszyć, a to przecież jej walizka!
Podchodzę do niej ciągnąć walizę na kółkach, a ona nadal udaje, że mnie nie widzi. Zaciska usta, nerwowo pali i nie odzywa się ani słowem. Wtedy podbiega jej mąż, przytula mnie na powitanie, zabiera walizkę i chce kupić mi kawę latte waniliową. Ale ja biegnę w kierunku pociągu, bo zaraz ma ruszyć, a nie może ruszyć beze mnie, bo przecież tam jesteś ty!
Wsiadam i z wdzięcznością patrzę na konduktora, który poczekał, aż pozbędę się walizki i wrócę. Odgwizduje odjazd, a ja jestem spokojna. Oddałam nie mój, wielki problem. Nie chciałam już dostać od niej tego czego dostać nigdy nie mogłam....
Nie chciałam też już słodkiej kawy na pocieszenie. Byłam spokojna, bo wiedziałam, że muszę odjechać. Zostawić tam ich i tą pieprzoną walizkę.
I byłam szczęśliwa, bo wiedziałam, że teraz pójdę szukać Ciebie.


Pociąg ruszył i wtedy się obudziłam.

wtorek, 7 kwietnia 2009

TWO(ja) ŚCIANA




zrobiłam zdjęcia wszystkim twoim ścianom
jednej drugiej trzeciej
i powiem ci, że

zaimponowałeś mi,
bo
twoje są ładniejsze
moje przy twoich są
takie banalne i zwykłe
a
przy twoich nawet sztuczne tulipany
rosną wiosną


poniedziałek, 6 kwietnia 2009

MY (never)ENDING STORY



ktoś popsuł mi pilota. Więc setny raz oglądam ten sam popieprzony film i za każdym razem denerwuję się dokładnie w tych samych momentach. To leci jakoś tak: Oni się poznają, on całuje ją w usta, a ona przytula się do jego ręki. Jest pięknie, aż rzygać się chce, jak to zwykle na miłosnych filmach. Potem on o coś pyta, a ona nie może wydobyć z siebie głosu. Wtedy właśnie zaczynam się denerwować: "powiedz, powiedz mu idiotko!". Ona jakby mnie słyszała, ale nadal uśmiecha się głupkowato i udaje, że nic się nie dzieje. Tymczasem ona jest chora, na jakąś tajemniczą chorobę, i może gdyby mu powiedziała, to on by ją może jakoś wyleczył, albo zrozumiał, albo trzymał taką świrującą za rękę i był takim romatycznym bohaterem. A ta choroba jest straszna, bo zamienia ją w kretynkę kompletną, i ona wtedy mówi rzeczy owrotne niż myśli i robi różne głupie, a nawet baaardzo głupie rzeczy takie, że nawet wstyd opowiadać... No i wtedy on (jak to facet) odchodzi. Wtedy ja krzyczę: "zatrzymaj go, zatrzymaj, nie rób tego, nie rób!", ale ona z jeszcze bardziej obojętną i hardą miną mówi mu: rozumiem, zgadzam się tak będzie najlepiej, a właściwie to była moja decyzja...

Wtedy ja płaczę, bo czuję jak ją wszystko boli. A ona nadal nic nie pokazuje. Ale ja i tak widzę jaka jest samotna i jaka głupia, i jak w tej swojej samotności i ciszy jest beznadziejna i żałosna. Chciałabym ją przytulić, pogłaskać, powiedzeć, że nastepnym razem będzie lepiej... ale nie mogę. Ktoś popsuł mi pilota i nie mogę wrzucić nowego ładnego filmu i zaczyna się ten sam popieprzony. Od nowa i od nowa. I zawsze boli tak samo i zawsze zaciskam pięści i zawsze krzyczę i płaczę ... wszystko za nią. I już mam dosyć. W sumie już nawet dawno mam dosyć.

A jak bardzo dosyć musi mieć ona?

niedziela, 5 kwietnia 2009

NIE (roz)PUSZCZONA


na twojej ścianie jest tyle słońca!
i jest prawie łąka,
... taka kwitnąca!
ty to ten zielony.
trochę... przestraszony?
ale lepiej nie uciekaj, lepiej poczekaj,
bo teraz dopiero zaczyna się wiosna
i zapowiadają jeszcze deszcze,
a ty o mnie nie wiesz,
że słodka jestem tylko od cukru.

POZORY (zawsze są...) POZORNE

Kiedyś na pewno słowa wyjdą z cienia języka.
Wtedy piegi na moim nosie i zmarszczka pod twoim okiem, będą najpiękniejsze na świecie.
I to nic, że firanka na Twoim oknie nadal nie będzie różowa,
świat i tak już nigdy nie będzie czarno-biały.

sobota, 4 kwietnia 2009

SK(r)USZONA


Ewa wiedziała
Adam ufnie wyciągnął ramiona
Sssss... maczne
Sssss... oczyste
to ja - kobieta
więc
nie obiecam Ci już nieba