
środa, 22 lipca 2009
wtorek, 21 lipca 2009
poniedziałek, 20 lipca 2009
niedziela, 19 lipca 2009
Zet i Dwa Zera






Przeskoczyłam furtkę i nogi poniosły mnie same daleko od warzywnego ogrodu mojej matki. Zimą tam nic nie rośnie, tylko straszy pustymi tyczkami, których latem czepia się fasola. Uciekałam przełykając łzy i ścierając z policzka ślad po jej niezdarnym pocałunku. Na ramionach czułam resztki jej dotyku. Biegłam i biegłam i czekałam na zmęczenie tą bezustanną ucieczką. Ale nie przyszło. Poczułam tylko złość, że ciągle jestem za blisko...
Kiedy zadzwoniła mijałam porośnięte pożółkłą trzciną jezioro. Na jeziorze drewniany pomost, przy pomoście łódeczka. Mogłoby być pięknie, gdyby świeciło słońce. Ale nie świeciło, tylko mżyło. Psia pogoda, biednemu wiatr w oczy... myślę, że za mało wymyślono przysłów o tym jak to źle nieszczęsnemu i wiecznie pod górkę w kłopocie ...
Zacisnęłam pięści i starałam się nie słuchać flamingów z różowymi dziobami, które spacerowały tuż obok pawi i z zazdrością patrzyły na ich ogony. A ona dzwoniła i dzwoniła.. i to chyba przez ten przeklęty telefon czułam się, tak jakby ciągle była za blisko. Wrzuciłam telefon do jeziora.
Dlatego nie odbieram. Dlatego nikt nie dzwoni. Dlatego w uszach mam tylko świdrującą ciszę zamiast lśniących kolczyków. Dlatego nigdzie nie przyjdę ani jutro, ani pojutrze. Może przyjdę za tydzień, ale nie obiecuję. Nie lubię obiecywać. Bo obietnice to słowa, lepkie jak źle wyrobione ciasto drożdżowe. Miałam smażyć racuchy, ale drożdże rozrosły mi się w torbie z zakupami. Między jajkami i mlekiem. Między makaronem, a resztką miłości. Nie nadawały się już do niczego.
Niech ktoś zabierze zazdrosne flamingi. Drażnią mnie ich różowe dzioby. Uciekłam. Telefon parzy w kieszeni, bo woda w jeziorze była gorąca. Wykąpałam się i idę z mokrymi włosami. W stronę księżyca. Ktoś obiecał mi, że poprowadzi mnie w stronę słońca, ale zabrakło mu drożdży i teraz prosi "wybacz najdroższa". Wybaczam i idę, z mokrymi włosami w jedynym kierunku jaki mi pozostał.
sobota, 18 lipca 2009
piątek, 17 lipca 2009
czwartek, 16 lipca 2009
środa, 15 lipca 2009
pojąć, objąć... zapomnieć próbuję
może dotknęła przelotem mojej sukienki
może nawet ... ręki
Kiedy poprosiła Go do tańca i przytuliła się całą sobą do Jego piersi
pewnie przez chwillę z zachwytem patrzył w jej oczy
i zastanawiał się czy na prawdę jest piękna
...
potem już nic nie widział
stracił oddech i upadł na podłogę
a my staliśmy wpatrzeni w Niego i wsłuchani w tą potworną ciszę
nikt nie podzedł,
nie pochylił się
nie przcisnął swoich warg do Jego
jakby bojąc się, że
śmierć jest zaraźliwa
...
ja też
tylko stałam i patrzyłam
ja tylko "też"
...
teraz szukam życia -
w trawie, kawie i bezdomnym psie
ale ciągle widzę tylko Jego:
jak tańczy, jak uśmiecha się
jak trzyma Ją za rękę
i już nie wiem
nic nie wiem
i nic nie rozumiem
i nic nie rozumiem
i ciągle nie umiem tego pojąć
i wcale nie chcę
...
pierdolę
po prostu
boję się
wtorek, 14 lipca 2009
czwartek, 9 lipca 2009
poniedziałek, 6 lipca 2009
sobota, 4 lipca 2009
piątek, 3 lipca 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































