za oknem obrywa się niebo, roztrzaskuje na pół i przechodzi dreszczem po napietej od czekania skórze.
Tak - czekam.
Gdybyś to usłyszał, pewnie podniosłbyś ze zdziwienia brew, a ja poczułabym ochotę żeby koniuszkiem palca rozprostować zmarszczkę na Twoim czole. Ochotę którą
skrzętnie schowałabym za beztroskim uśmiechem i lekceważącym słowem wypadającym mi z ust jak żaba, rapucha, gad jadowity ... wszystko, żeby tylko nie pozwolić Ci dotknąć swojego serca. Więc nie powiem nic. Milczenie jak złoto, albo jak cierń wpijający się w najczulsze miejsce. Gdybym mogła to bym skoczyła. Na oślep.Tak bym chciała... Gdybym mogła to bym się rzuciła. Gdybym umiała to bym nawet nie plynęła tylko jak kamień poszła na dno i nawet nie próbowała wyszarpnąć stopy z plątaniny wodorostów... Ale nie umiem, nie mogę, znowu osuwam się pod swoją ścianę i tulę się do jej chropowatej powierzchni która w tym deszczu nawet wydaje się ciepła. Moja ściana, moja rownaważnia, moje ... bezpieczeństwo.
Pod moją ścianą czekam. Na ulgę.
Na to aż puści skurcz trzymający moje serce Twoją ręką.
Pod moją ścianą czekam. Na ulgę.
Na to aż puści skurcz trzymający moje serce Twoją ręką.
Bo wszystko to było na nic.


